Windows „Mojave”: Kolejny znak, że Microsoft po prostu tego nie rozumie

To tak jak z klasyczną reklamą Folgers Coffee: „Potajemnie zastąpiliśmy ich zwykłą kawę ciemnymi, błyszczącymi kryształami Folgersa. Zobaczmy, co się stanie”. Tylko że zamiast jakiegoś konglomeratu spożywczego przemykającego się po restauracjach, zastępującego fusy z kawy, to Microsoft pociąga za sobą wielki przełącznik.

"Znaki?" Niczego nie podejrzewający użytkownicy XP, którzy rzekomo odrzucili Windows Vista, niewidoczny, ponieważ gdzieś słyszeli - od znajomego, w Internecie, w mediach głównego nurtu - że jest do bani. Ci użytkownicy mogą następnie wypróbować, jak im powiedziano, „przyszłą” wersję systemu Windows (kod o nazwie „Mojave”). W rzeczywistości to, czym jeżdżą testowo, to Windows Vista - najwyraźniej ci ludzie żyją pod kamieniem, ponieważ ta błyszcząca, półprzezroczysta kolorystyka Aero jest zwykle martwą gratką.

Niezależnie od tego, ci „oszukani” użytkownicy nieuchronnie dają podglądowi Windows Mojave kciuki w górę, po czym Microsoft robi całą wielką scenę ujawnienia („skłamaliśmy - to naprawdę Windows Vista!”), A użytkownicy odchodzą z nowym, pozytywnym opinia o najnowszym i najlepszym Microsoft. I oczywiście Microsoft trąbi te wątpliwe „ustalenia” jako dowód na to, że porażka Visty na rynku ma więcej wspólnego z percepcją klientów (i sporą dozą uprzedzenia mediów) niż z jakimikolwiek rzeczywistymi problemami z systemem operacyjnym.

Ale chociaż projekt Mojave może pomóc Microsoftowi w zdobyciu kilku nagłówków gazet (zawstydzanie ludzi przez oszukanie ich, by zaprzeczali sobie przed kamerą, zawsze stanowi dobrą kopię), nie robi nic, aby usunąć bardzo realne błędy, które powodują, że sklepy IT w przedsiębiorstwach odwracają się od Visty tłumnie.

Bardziej trafnym odniesieniem kulturowym może być mniej znana parodia Ally & Gargano wspomnianego wcześniej spotu Folgersa:

„Jesteśmy w słynnej restauracji poza Chicago, gdzie potajemnie zastąpiliśmy kawę piaskiem i zmielonymi muszlami . Zobaczmy, co się stanie”.

Dławienie się. Kneblowanie. Stłumiony krzyk lub dwa. Takie są reakcje „patronów” w tym klasycznym spocie parodystycznym promującym Reginę Electrikbroom. I najwyraźniej odzwierciedlają uczucia weteranów IT, z których wielu w podobny sposób krztusi się na myśl o konieczności przełknięcia kruchego szlamu Visty wpychanego im do gardeł przez Microsoft. Ale dobra kuchnia to tylko połowa sukcesu.

Smutną prawdą o całej klęsce Mojave jest to, że po raz kolejny udowadnia, że ​​Microsoft nie dba już o desktop dla przedsiębiorstw. Czemu? Ponieważ jest zbyt zajęty obsesją na punkcie swojej percepcji na rynku konsumenckim. I nie pomaga to, że tłum Maców nadal wlewa paliwo do ognia. Ludzie z Redmond są tak zajęci ciągłymi ciosami Apple - „Vista jest gruba, powolna, buggy i PO PROSTU NIE Fajna!” - że „Microsofties” zaczynają teraz brać to do siebie.

Wynik? To, co jest prawdopodobnie najważniejszą firmą programistyczną na świecie, teraz walczy we wszystkich niewłaściwych kierunkach: w mediach; na zawodach; nawet u swoich klientów.

To, co Microsoft musi zrobić, to wyeliminować bzdury zorientowane na klienta i przeprosić IT za niezliczone błędy w systemie Windows Vista. To i obietnica, że ​​wszystko będzie dobrze w systemie Windows 7. Ciągłe uderzanie w bęben „Vista nie jest do niczego” służy jedynie do dalszej alienacji IT, jednocześnie wzmacniając postrzeganą przez firmę obojętność na nasze potrzeby i potrzeby.

Uwaga dla Microsoft: Windows nigdy nie będzie modny jak Mac. I szczerze mówiąc, z miliardem miejsc i lwią częścią całego oprogramowania komputerowego na całym świecie, nie musi tak być. Więc po co zachowywać się jak banda niezręcznych maniaków próbujących zadawać się z fajnymi dzieciakami w szkolnej stołówce? Historia „niepokoju nastolatków” w systemie Vista staje się nieaktualna. Czas dorosnąć i znów zacząć działać jak najważniejsza na świecie firma programistyczna.